Praca w hamaku, czyli jak się nie narobić, a dużo zarobić.

palmy-hamak-morze

Kiedy próbowałem zdiagnozować przypadłość, która dolega mi już od bardzo dawna, chodziłem od lekarzy do lekarzy wszelakiej maści. Długo nie wiadomo co mi było, ale w końcu po 2 tygodniowym pobycie w szpitalu wreszcie wiedziałem co mi jest. Wcześniej już trochę czytałem o chorobie Leśniowskiego – Crohna, więc wiedziałem z czym to się je ( a dokładniej z czym się nie je, bo wynika z niej dużo ograniczeń kulinarnych;)). Może to śmieszne, ale jak nazwała to moja znajoma, to choroba pierwszego świata (antyteza do trzeciego świata), czyli coś w stylu choroby cywilizacyjnej, wynikającej ze stresu i ciągłego zabiegania, ale także krajów bogatych, gdzie ludziom się powodzi. Bogatym nie jestem – tu jak na razie nic nie poradzę, natomiast moja pani doktor zaleciła totalny brak stresu, życie na pełnym luzie i najlepiej do tego mieć przyjemną pracę. I tak jak już wspomniałem w moim porzednim wpisie na takie sugestie uśmiechnąłem się tylko i trochę z przekory odpowiedziałem, że w takim razie idealna praca dla mnie to leżenie w hamaku na jednej z wysp w Tajlandii i że to nierealne.
Pomyślałem później, że może jednak moja niby głupia odpowiedź ma rację bytu. Trzeba tylko znaleźć sposób na takie zarabianie kasy, by móc pracować niemal z każdego miejsca na ziemi. Takie rozwiązanie oferuje między innymi blogosfera i ja postanowiłem wprowadzać ten plan w życie małymi kroczkami właśnie w ten sposób. Czy się uda, czas pokaże…
Dlaczego zatem hamak gdzieś na rajskiej wyspie? Hamak kojarzy mi się jednoznacznie z wakacjami, wygodą, spokojem, brakiem stresu, odpoczynkiem, upałem, morską bryzą, czyli wszystkim tym, o czym marzy każdy człowiek. Świat widziany z „wiszącego łoża” to sama idylla i sielanka. Czemu by więc nie pisać bloga w wygodnym bujańcu? Na razie to wielki plan, ale wierzę, że bardzo realny i na wyciągnięcie ręki.
Podróżując po świecie często korzystałem z uroków leżakowania w hamaku i nie omieszkałem sprawić sobie swój własny, który zainstalowałem na swoim balkonie i w którym mogę trenować swój mózg wizualizując sobie totalny święty spokój.
Mój osobisty hamak zakupiłem na jednym z nocnych bazarków w Siem Reap w Kambodży za jakieś 4 dolce.

20140820039

Inny przykład to hamak z krainy Si Phan Don, co po laotańsku znaczy krainy 4000 wysp. Cudownie wypoczywało się na wyspie Don Khon z widokiem na bystry Mekong.

IMG_0524

Niezapomniane wrażenia przeżywałem w mauretańskim hamaku, który został powieszony w przepięknej oberży www.bab-sahara.com w mieście Atar, czyli totalnie na końcu świata pośrodku piasków Sahary. W nim spędziłem cały dzień w oczekiwaniu na transport do najbliższej stacji kolejowej, by złapać najdłuższy pociąg na świecie (ale o tym kiedyś w innym odcinku, bo działo się wtedy wiele emocjonujących historii…).

SAMSUNG DIGITAL CAMERA

Ostatni przykład na to, że da się pracować w hamaku… 😉 Zdjęcie zostało zrobione w Ho Chi Minh City w Wietnamie. Na nim pan z tamtejszego MPO

 

IMG_0434

A jak chcecie mieć własny hamak to w internecie znajdziecie mnóstwo ofert sprzedaży, daleko nie trzeba szukać – wystarczy wpisać na allegro i pojawi się wiele propozycji.

2 comments

  1. Wow! Cudowne miejsca. Mam cichą nadzieję, że tego lata i my dotrzemy wreszcie do Siem Reap!
    Btw, my nasz hamak kupiliśmy w Salvadorze (tym brazylijskim). Jeszcze się nie doczekał zamontowania na balkonie!
    Pozdrawiam i życzę dużo (i jak najszybciej) zdrowia, byś mógł znowu się gdzieś pobujać w tropikach. A.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.