JAK ZOSTAŁEM COWBOYEM, CZYLI PRZEZ ŻOŁĄDEK DO SERCA

LuckyLuke_8441

Trochę nie z własnej woli musiałem zrobić przerwę od pisania. Teraz wracam z historią nadającą się na oskarowy melodramat.
Kilka tygodni temu wspominałem, że przeszedłem sepsę, będąc na oddziale szpitalnym. Niby początkowo wszystko zostało opanowane jednak okazało się, że posocznica wyrządziła więcej szkód niż ktokolwiek przypuszczał…

Początkowo badania nie wykazały poważnych zniszczeń, trzęsienie ziemi nastąpiło w „czarny czwartek” 15 stycznia. USG serca wykazało, że jedna z zastawek mitralnych uległa zniszczeniu, czego efektem jest jej niedomykalność oraz zapalenie wsierdzia. Wyjście było tylko jedno – operacja wymiany zastawki mitralnej. Tydzień później przewieziono mnie jeszcze do innego szpitala z odziałem kardiochirurgicznym, żeby potwierdzić „wyrok” i w ekspresowym tempie podjęto decyzję, że operacja odbędzie się 29 stycznia, czyli „szybka piłka”. Może to i dobrze, że wszystko to działo się tak prędko, bo nie było czasu na myślenie.

Dzień przed operacją przewieziono mnie karetką do Wojskowego Szpitala we Wrocławiu na odział kardiochirurgii. Tam miałem okazję poznać osoby, które już były „po” i sprzedały mi wiele pożytecznych rad i w sumie noc poprzedzającą operację przespałem raczej spokojnie.

W dzień operacji pobudka o 6 rano, golenie pachwin 😉 (taki wymóg) i mycie specjalnym mydłem antybakteryjnym. Na salę operacyjną zabrano mnie około 7:30, dano tabletkę (chyba uspokajającą) i zaczęto przygotowania do operacji, między innymi zainstalowanie wenflonów. Więcej nie pamiętam, bo znieczulenie zaczęło działać. Operacja trwała ok. 4-5 godzin, a operował mnie świetny fachowiec dr Jacek Skiba, który jak wyczytałem, pracował przez 15 lat ze Zbigniewem Religą.

W sumie ok. 7 wieczorem wybudziłem się ze śpiączki i nie był to najprzyjemniejszy moment. Rura w gębie, dwa dreny wystające z brzucha i cewnik w siusiaku nie dawały komfortu, na dodatek czas leciał jakby w zwolnionym tempie, no i najważniejsze mostek przecięty na całej długości (btw będzie się zrastał około 3 do 6 miesięcy).

Następnego dnia było już trochę lepiej ( no tak fajny prezent na urodziny, w końcu 30 stycznia to moja data urodzin – jest szpital jest imprezka..). Tego dnia zacząłem już bardzo proste ćwiczenia (leżąc w łóżku) rehabilitacyjne z panią rehabilitantką. Dzień jakoś przeleciał, a następnego przeniesiono mnie już na salę pooperacyjną, gdzie było więcej wolności, możliwe odwiedziny no i zaczęto mnie stawiać na nogi. Obecnie takie są praktyki, że już dwa dni po operacji trzeba wstawać i zrobić krótki spacer. Codziennie pani rehabilitantka niczym Ewa Chodakowska trenowała moje ciało, by jak najszybciej było sprawne i gotowe do opuszczenia murów szpitalnych. Już 2 lutego przeniesiono mnie do sali, gdzie mogłem poczuć się już samodzielny, nie byłem podłączony do maszyn, żadnych cewników, drenów i innych takich. Tak więc pozostało tylko odliczanie do wypisu, który nastąpił w czwartek tydzień po operacji. Tego dnia wróciłem do mojego „macierzystego” szpitala na oddział „gastro”, gdzie kontynuuję leczenie mojego Crohna.

Dziwicie się pewnie, dlaczego 29 stycznia zostałem oficjalnie cowboyem? Otóż w czasie operacji moja zastawka została zastąpiona zastawką biologiczną z osierdzia wołowego.

wół-36286327Rozbiór-bykokrowy_

Do wyboru zawsze są dwie możliwości – zastawka mechaniczna i zastawka biologiczna ( tutaj istnieją również dwie opcje z osierdzia świni lub wołu). Zastawka mechaniczna jest najtrwalsza, bo jest ze sztucznego materiału i można z nią żyć bez jej wymieniania do końca życia, jednak wymaga brania do końca leków przeciwzakrzepowych. Zastawki biologiczne są mniej trwalsze (świńska ma gwarancję jakiś 15 lat, zaś wołowa ok 20-25 lat). Ich zaletą jest to, że nie trzeba brać żadnych leków, ponieważ są pobrane z żywego organizmu.

Taka oto historia, że lecząc się na jelita doszedłem do serca. Jak prawdziwe jest powiedzenie „przez żołądek do serca”…

No i Oskar mi się należy za ten melodramat 😉

PS. Niedługo mam jechać na 3 tygodnie przysługującej mi rehabilitacji w szpitalu sanatoryjnym gdzieś w Polsce. Na pewno zdam relacje świeżo upieczonego kuracjusza (ale nie będzie to relacja z Ciechocinka;))

pozdro 600

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.